poniedziałek, 12 sierpnia 2013

KB RPG #46: Co mi dało granie w wiele systemów?

   Wraz z nadejściem reanimowanego comiesięcznie Karnawału Blogowego RPG postanowiłem dodać swoje trzy sztuki złota do tematu: w ile systemów grać? Wpis będzie od strony recenzenta i sędziego ENnies, bo dzięki temu poznałem i zagrałem w mnóstwo gier.

   Odkąd zacząłem recenzować podręczniki było dla mnie najoczywistsze, że w każdą grę należy zagrać. Gra jak sama nazwa wskazuję służy do grania, a nie tylko czytania. Przerażało mnie trochę to, że spora część recenzji jest oparta wyłącznie o lekturę podręcznika. Dlatego też jednym z największych plusów bycia recenzentem jest wymóg zagrania w grę.

    Jak decydowałem o zgłoszeniu się do ENnies na sędziego moje myśli zaprzątało kombinowanie "jak w tyle gier zagrać". Na szczęście dzięki pomocy dwóch młodych graczy (i na dochodzącego trzeciego) udało mi się zagrać w każdą z gier. To był największy pozytyw tej inicjatywy - bez tego nie zmusiłbym się do poprowadzenia wielu ciekawych gier.

Co mi dało tyle różnych gier? Otóż choć wychowałem się na (wówczas dla mnie) jedynym słusznym systemie "Wiedźmin: Gra Wyobraźni" to erpegowo rozwinąłem się dopiero próbując innych systemów. Wiele osób zamyka się w dwóch, trzech systemach nie wiedząc nawet co im umyka. Każdy system, każdy setting jest w jakimś tam stopniu inny - nieważne czy to kolejne hard s-f łączące horror i eksploracje kosmosu czy tolkienowskie fantasy. Skoro jest inny można z niego wyciągnąć coś innego, nowego.

Posłużę się dwoma przykładami:

Przykład 1. 
   W "Cyberpunka 2020" grałem kilkanaście razy. System poznałem gdy świat CP2020 był już zacofany (po roku 2004). Jednak mechanika Interlock do tej pory jest uznawana za jedną z najlepszych i najbardziej realistycznych. Z drugiej strony setting "Transhuman Space" tryska pomysłami na prawo i lewo i wprowadził nowe koncepcje do erpegowych światów hard sci-fi (jak np memetyka, bioroidy, AR). Jednak mechanika GURPS, choć mająca także i plusy potrafi przyprawić o nerwicę. Znając oba systemy wziąłem to co najlepsze z CP2020, czyli Interlock oraz mroczny klimat cyberpunku i dorzuciłem do technologicznie zaawansowanego świata THS.

Teraz dzięki ENnies poznałem dwie fajne gry - "Night's Black Agents" oraz "Deniable Asset". Obie oparte są m.in. o filmy o Jamesie Bondzie i Trylogii Bournea. Do swych detektywistycznych przygód w świecie THS na mechanice CP2020 biorę więc:

- od "NBA" zasady korzystania z zasobów oraz elementy mechaniki detektywistycznej (znanej też z innych gier opartych o Gumshoe).
- z "DA" natomiast na sesje biorę system zarządzania scenami, który w bardzo fajny sposób pozwala odgrywać pościgi czy bijatyki znane z filmów o Bournie.

Co z tego więc mam? Dla mnie świetny setting z mechaniką, która nie doprowadza mnie do szału i daje dużo frajdy graczom, którzy nie muszą przedzierać się przez dziesiątki stron zasad alternatywnych. Mało tego: gracze nie muszą znać "Night's Black Agents" oraz "Deniable Asset" - to ja jako MG wplatam te rozwiązania do sesji. Gdybym nie zagrał w te gry, gdybym skupił się na jednym jedynym CP2020 to nie było takie fajne.


Przykład 2.
   Nie nazwę siebie otaku, ale przyznaję się, że lubię anime i tzw jRPG. Od zawsze szukałem systemu, który spełniał by moje wymogi co do systemu anime/jRPG: szybki, oparty o znane z anime elementy i zabawny. "Big eyes, small mouth" było zbyt powolne. "Anima - Beyond Fantasy" to ciekawy setting, ale mechanika w skomplikowaniu przypomina GURPS.  Są jeszcze "Aegis - Exploring Ancient Secrets In A Console-Style Game", a także "Open Versatile Anime" i oczywiście "Anima Prime" (która ma się ukazać po polsku nakładem wydawnictwa Gindie). Wszystkie trzy starają się jak mogą odtworzyć klimat anime lub jRPG. Minus jest taki, że nawet jeśli jeden element mechaniki jRPG jest odtworzy dobrze to reszta przypomina mutanta z Fukushimy. 

   Wspomnę też o "CthulhuTech", który miał oddawać wrażenia znane z anime "Neon Genesis Evangelion". Niestety mechanika w niczym nie daje odczuć anime. Niby jest autorski "Adeptus Evangelion" jednak tu także mechanika znana z "Dark Heresy" nie poprawia gry.
Jest także "Final Fantasy RPG The Returners 3rd ed.", który najdalej posuwa się w symulacji jRPG - to jednak nie daje nic dobrego i spowalnia grę.

Co z tego mam, że grałem w tyle różnych opartych o anime gier? Po pierwsze wiem jak nie powinna wyglądać gra oparta o anime lub jRPG - nie powinna dosłownie symulować mechaniki. Po drugie widzę, że są elementy, które powinny zostać - jak na przykład statusy, Eidolony/Summony, bohaterowie jako odmieńcy. Tak naprawdę jednak mimo, że grałem już w kilka gier spod znaku anime* wciąż nie znalazłem tego jedynego. Jeśli jednak bym nie zaczął w te inne systemy grać to bym nigdy nie zauważył, że można do tematu podejść od innej strony.


    Tak więc uważam, że granie w wiele różnych systemów daje same plusy. Nawet jeśli jest się fanem hard s-f jak ja, to sesja w fantasy jak na przykład "13th Age" może czegoś nowego nauczyć (w tym przypadku wykorzystaniu i roli Ikon Świata Gry). Oczywiście trzeba to robić z umiarem tak by nie korzystać co sesje z innego systemu, bo czasami fajnie jest zagrać dłuższą kampanię. Jednak nowy system, nawet jeśli to kolejny świat z elfami łucznikami i hobbitami złodziejami, może wnieść coś nowego - nawet najmniejszy element mechaniki, drobne rozwiązania jak w/w zarządzanie scenami z "Deniable Asset" lub  wielkie roboty walczące z potworami z Mitów (vide "CthulhuTech), może wnieść nową jakość na kolejną sesje.




* Nie miałem jeszcze okazji zagrać w "Tenra Bansho Zero" i "16-Bit Adventures".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz